Przepraszam, że płaczę…

„Przepraszam, może to głupie, płakać za chomikiem…” speszona opiekunka wyciera łzy chusteczką. Nie, to nie jest głupie. Nigdy nie śmieję się w takich chwilach. Odpowiadam: „Proszę płakać. To normalne. To był Pani zwierzak, przyjaciel. Był częścią Pani życia, więc nic dziwnego, że tak trudno się z nim pożegnać”.
Psychologia opisuje takie doświadczenie jako disenfranchised grief, czyli żałobę nieuznawaną społecznie. Taką, której otoczenie nie dostrzega, nie rozumie lub nie daje człowiekowi prawa do jej przeżywania.
Emocje związane z odejściem małego zwierzęcia często spotykają się z niezrozumieniem. O ile żałoba po psie czy kocie coraz częściej jest traktowana jako naturalna reakcja na utratę członka rodziny, o tyle smutek po stracie królika, świnki morskiej, szczura czy chomika wciąż bywa bagatelizowany. W naszej kulturze funkcjonuje nieformalna hierarchia zwierząt. Pies jest przyjacielem człowieka, kot członkiem rodziny, ale mały ssak nierzadko pozostaje tylko „zwierzątkiem”.

„Daj spokój, przecież żył tak krótko…”. Tylko że krótki czas wspólnego życia nie oznacza, że relacja była mniej ważna. Przez miesiące lub lata zwierzę staje się częścią naszej codzienności. Jego obecność wpisuje się w rytm dnia, a opieka nad nim staje się czymś oczywistym. Pamiętamy pory karmienia, ulubione przysmaki, charakterystyczne zachowania i drobne rytuały, których nikt poza nami może nawet nie zauważać. A potem nagle tego wszystkiego brakuje… Brakuje skrobania zębami o domek, tupnięcia nogą na znak protestu, kiedy trzeba wrócić do klatki, pisku na dźwięk szeleszczącego woreczka. Brakuje porannego zaglądania do zagrody, znajomych odgłosów i codziennych czynności, które wcześniej wydawały się tak zwyczajne. Zostaje cisza. I miejsce po kimś, kto jeszcze niedawno był częścią naszego świata.
„Przestań, kupimy następnego”. Takie słowa często padają w dobrej wierze. Mogą być próbą pocieszenia, sposobem na skrócenie czyjegoś cierpienia albo reakcją na smutek, którego nie potrafimy zrozumieć. Ale nowe zwierzę nie zastępuje tego, które odeszło. Każdy osobnik ma własny temperament, przyzwyczajenia i sposób reagowania na otoczenie. Nawet jeśli kolejne zwierzę należy do tego samego gatunku, nie będzie tym samym zwierzęciem.
Dla osoby pogrążonej w żałobie sugestia, że wystarczy kupić następne, może brzmieć tak, jakby utraconą relację można było po prostu odtworzyć. Nie można. Można kiedyś pokochać kolejne zwierzę. Można stworzyć z nim nową więź, pełną własnych wspomnień i wyjątkowych chwil. Nie oznacza to jednak, że poprzednia przestaje mieć znaczenie.
Każdy człowiek przeżywa stratę inaczej. Nie ma jednej właściwej reakcji na pożegnanie bliskiego zwierzęcia. Nie ma też potrzeby oceniania, czyj smutek jest uzasadniony, a czyj przesadzony. Jest natomiast potrzeba, by nie odbierać nikomu prawa do przeżywania własnych emocji. Nie musisz rozumieć, dlaczego ktoś tak bardzo kochał swojego chomika, szczura, królika czy świnkę morską. Wystarczy, że uszanujesz fakt, że dla tej osoby to zwierzę było kimś ważnym.



Komentarze