Zwierzę to nie dziecko i nie musi zachowywać się tak, żeby było nam z tym dobrze.

Chcemy, żeby nasze zwierzęta były szczęśliwe. Kochamy je, dbamy o nie, kupujemy im najlepsze karmy, urządzamy super przestrzeń. A potem przychodzi moment, w którym zwierzę zaczyna zachowywać się… jak zwierzę. I nagle pojawia się problem.
Mamy zwierzaka, które z natury jest stadne… Szukamy mu towarzystwa, przychodzi dzień, kiedy te dwa zwierzaki trzeba ze sobą zapoznać i połączyć. Jest obwąchiwanie, gonitwy, wskakiwanie na siebie, sikanie po sobie... Jeden – dominujący, próbuje ustalić swoją pozycję w hierarchii. Drugi niekoniecznie zamierza mu to ułatwić. Właściciel patrzy na tę scenę i serce mu pęka. „Bo przecież one się gonią! Skaczą po sobie! To wygląda strasznie! Czy one się nie krzywdzą?”

I oczywiście.. podczas łączenia zwierząt trzeba uważnie obserwować ich zachowanie. Nie każda gonitwa jest niewinna, nie każda walka jest elementem ustalania relacji. Są zachowania, przy których należy natychmiast interweniować: gdy leje się krew, zwierzęta są spanikowane, przegrzane i mamy zakleszczony zębami kłębek futra i krwi. Ale jest też druga strona tej sytuacji. Nie każdy dyskomfort zwierzęcia oznacza, że dzieje mu się krzywda. Nie każde zachowanie, które niepokoi człowieka, jest nieprawidłowe. Zwierzęta nie budują relacji według ludzkich zasad, nie usiądą naprzeciwko siebie, żeby spokojnie omówić plan na przyszłość, różnice charakterów, czy też nie podpiszą porozumienia o wzajemnym szacunku. Muszą komunikować się w sposób właściwy dla swojego gatunku. A my musimy nauczyć się ten język rozumieć i szanować. Bo jeśli będziemy przerywać każdą interakcję tylko dlatego, że się z tym źle czujemy, możemy utrudnić im nawiązanie porozumienia. Naszym zadaniem nie jest sprawić, żeby zwierzę zachowywało się tak, jak chcielibyśmy je widzieć. Naszym zadaniem jest zadbać o to, żeby mogło bezpiecznie być sobą.

I właśnie tutaj pojawia się problem... Coraz częściej patrzymy na zwierzęta przez pryzmat własnych emocji. Przypisujemy im ludzkie potrzeby, interpretujemy ich zachowania według ludzkich standardów i oczekujemy, że będą uczestniczyć w naszym świecie na naszych zasadach. A kiedy zwierzę nie spełnia tych oczekiwań, próbujemy je zmienić. Czasem za wszelką cenę. Miłość do zwierzęcia nie polega na tym, że jest nam z nim zawsze przyjemnie. Polega również na zaakceptowaniu tego, że nie jest człowiekiem. I że nie wszystko, co naturalne dla zwierzęcia, będzie dla nas miłe do oglądania. Czasem największą przysługą, jaką możemy oddać naszym podopiecznym, jest nie przeszkadzać im w byciu tym, kim są.




Komentarze