Koszatniczki - rozkoszne i dynamiczne

Koszatniczki, od ponad 15 lat, zajmują szczególne miejsce w moim sercu. Nie pamiętam nawet, jak mieszka się bez koszatniczek. Pierwszym krokiem, zanim pojawiły się w moim domu, było poszukiwanie informacji na ich temat. Tak trafiłam na internetowe forum Degu Serwis, gdzie poza informacjami znalazłam fantastycznych ludzi, i jak się okazało, dzięki koszatniczkom, zrodziło się ludzkie kumpelstwo na całe życie.

Koszatniczki wprowadziły się do mojego życia, a początki były bardzo trudne... Pierwsza śmierć zwierzaka, pierwsze łączenie, nieznajomość koszatniczkowego języka, behawioru, błędy żywieniowe, itd. Czytałam, poprawiałam swoje błędy, uczyłam się, pytałam, jeździłam do większych miejscowości po lepsze karmy dla moich zwierzaków.

Na forum objęłam funkcję moderatora, a później zostałam jednym z jego administratorów, co było dla mnie ogromnym wyróżnieniem. Niestety, forum Degu Serwis zniknęło bezpowrotnie i obecnie, z dawną ekipą DS'u, prowadzimy nowe forum DEGU SFERA, które można znaleźć pod adresem: http://koszatniczki.org.pl . Fora nie są już tak popularne, jak na początku lat 2000, pochłonęły je grupy facebookowe, gdzie każdy jest ekspertem i każdy „wie, bo ma”. Mimo to wierzymy, że rzetelnymi informacjami uda nam się zachęcić koszomaniaków do odwiedzania naszej Degu Sfery.

Koszatniczki stały się moją pasją, moją miłością. Z nimi poszłam na studia, z nimi zamieszkałam w Warszawie, to one bardzo często są moimi pacjentami. Stanowią zdecydowanie sporą część mojego życia. Siadałam do pisania tego artykułu kilka razy, i ciężko było mi uporządkować wszystko, co chciałabym tutaj przekazać. Na takie usystematyzowanie wiadomości pozwolił mi, prowadzony ostatnio przeze mnie, webinar dla Sekcji Zwierząt Egzotycznych Koła Naukowego Medyków Weterynaryjnych SGGW.

Zachęcam do lektury każdego, kto chce mieć, ma, lub zawodowo spotyka się z koszatniczkami.

Koszatniczka pospolita (Octodon degus)

Koszatniczki są endemicznym gatunkiem gryzonia, zamieszkującym Chile. To znaczy, że w naturze nie spotkamy ich nigdzie indziej. Prowadzą dzienny tryb życia, aczkolwiek, ze względu na czyhające na nie drapieżniki, większość czasu spędzają ukrywając się w podziemnych norach. Są zwierzętami terytorialnymi i w naturze żyją w stadach, liczących około 5 samic i 1-2 samców. Ze względu na pochodzenie i warunki środowiskowe posiadają bardzo dobrą gospodarkę wodną, ich mocz jest skoncentrowany, przez długą pętlę Henlego w nerkach, koszatniczki są w stanie funkcjonować przy małej podaży wody, ale oczywiście nie polecam sprawdzać tego w domu. Zawsze powinny mieć stały dostęp do czystej wody.

 

Koszatniczka, czyli Octodon degu, swoją łacińską nazwę zawdzięcza charakterystycznym zębom. Powierzchnia trąca zębów policzkowych ma wgłębienia od strony policzkowej i językowej, przez co tworzy kształt ósemki. Uzębienie koszatniczek ma charakter elodontyczny, czyli zęby rosną im przez całe życie, oraz hypsodontyczny, czyli zęby mają wysokie korony. Wszystkich zębów mają 20, wzór zębowy przedstawia się następująco:

3101 I 1013 - szczęka

3101 I 1013 – żuchwa

co interpretujemy jako: 1 ząb sieczny (siekacz), 0 kłów, 1 ząb przedtrzonowy i 3 zęby trzonowe. Zębów policzkowych, czyli przedtrzonowych i trzonowych, nie widzimy na co dzień. Są białe i znajdują się wewnątrz jamy ustnej. Zęby sieczne, mają pomarańczowe zabarwienie od strony wargowej, a od strony językowej są białe. U młodych koszatniczek, do 6 miesiąca życia, przyjmuje się za naturalne, jasny pigment siekaczy. Dopiero z wiekiem stają się one pomarańczowe. U dorosłych osobników, najczęstszą przyczyną jasnych siekaczy, jest nieprawidłowa dieta, niedobory żywieniowe – witaminy A, C, D, wapnia, żelaza. Aby zęby nabrały odpowiedniego pigmentu powinniśmy zmodyfikować dietę, oraz dodać preparaty witaminowe i mineralne. Dobrze sprawdza się wprowadzenie świeżych roślin do diety koszatniczek np. młodego, wysianego owsa czy pszenicy.

Koszatniczki nie są cichymi gryzoniami, koniecznie trzeba brać to pod uwagę, decydując się na koszatniczki. Pomijając głośną eksplorację klatki, wydają masę dźwięków. Naukowcy określili, że jest około 15 rodzajów sygnałów, między innymi sygnały alarmowe, godowe, służące do komunikacji między rodzicami a dziećmi. Koszatniczki są bardzo czujne, obserwują otoczenie, gdy coś je wystraszy, alarmują piskiem towarzyszy, czasem zastygają w bezruchu udając martwe. Zwierzaki, które dopiero się do nas wprowadziły, są zestresowane i byle szelest potrafi je sprowokować do pisków alarmujących o niebezpieczeństwie, takie piski potrafią trwać nieprzerwanie, nawet kilkadziesiąt minut! Koszatniczki są terytorialne, więc znakują teren moczem. Mocz nie śmierdzi, ale jest wszędzie Na półkach w klatce, na podłodze podczas wybiegu, czy na naszych rękach. Co ciekawe, mocz świeci w świetle UV.

Koszatniczki ważą 170 – 300 g, ten duży przedział spowodowany jest tym, że niektóre koszatniczki bywają drobnej budowy, a inne są całkiem muskularne. Każdego zwierzaka trzeba indywidualnie potraktować i zobaczyć, czy jego sylwetka jest prawidłowa, czy też nie. Czy ma zapadnięte boczki i wystające kości miednicy, co świadczy o wychudzeniu, czy boczki i miednica są zbytnio zaokrąglone, co świadczy o nadwadze. Jeżeli nie jesteśmy w stanie tego ocenić, to polecam wybrać się na przegląd do lecznicy weterynaryjnej, specjalizującej się w leczeniu drobnych ssaków.

Ciąża, macierzyństwo, rozwój młodych

Koszatniczki żyją około 8 lat, choć całkiem niedawno miałam na wizycie koszatniczkę mającą 11 lat. Owulacja jest u nich indukowana, czyli wywoływana obecnością samca, a ruja występuje co 18-22 dni, można wtedy dostrzec śluz w okolicy ujścia pochwy. Ciąża u koszatniczek trwa 90 dni i rodzi się ok. 5-8 młodych. Ważne, aby przed pojawieniem się maluchów usunąć samca z klatki, ponieważ tuż po pojawieniu się miotu, samica ma ruję poporodową, podczas której może ponownie zostać zapłodniona. Nie jest to zalecane, gdyż ciąża jest dużym obciążeniem dla organizmu matki i ponownej może zwyczajnie nie przeżyć. Nie ma potrzeby usuwania innych samic z klatki młodej mamy, koszatniczki pomagają w odchowie młodych. Jeżeli mamy kilka samic w ciąży, często budują wspólne gniazdo.

Małe koszatniczki rodzą się pokryte meszkiem, krótką sierścią oraz mają otwarte oczka. Już w drugiej dobie wychodzą z gniazda, dlatego ważne, aby na czas, kiedy młode są jeszcze nieco nieporadne, usunąć z klatki piętra, hamaki itp. Ważny jest też rozstaw prętów, młode mogą przecisnąć się między nimi, jeśli będą zbyt oddalone od siebie, zaleca się odstęp poniżej 1cm. Maluszki dość szybko zaczynają skubać stały pokarm. Mimo, że praktycznie od 4 tygodnia życia stają się samodzielne, to dla zachowania prawidłowego rozwoju emocjonalnego, powinny pozostać z matką do 6 tygodnia życia. Dojrzałość płciową osiągają powyżej 5 tygodnia życia, dlatego przyjmuje się, że między 5 a 6 tygodniem życia należy oddzielić samców od samic, aby nie dopuścić do zapłodnienia matki oraz sióstr przez dorastających braci.

Rozpoznawanie płci

Rozpoznanie płci u koszatniczek jest możliwe praktycznie od pierwszego dnia życia. U obu płci cewka moczowa jest stożkowata, dlatego nie jest to dobry wyznacznik płci, należy skupić się na odległości cewki moczowej od odbytu.

U samicy jest to bardzo mała odległość (między nimi występuje ujście pochwy), natomiast u samca odległość jest zdecydowanie większa, nawet około 1cm, a pomiędzy może występować pionowy fałd skórny. Jądra samców są wewnątrz jamy brzusznej.

Ubarwienie koszatniczek

Jeżeli ktoś myśli, że koszatniczki to szaro-bure szczury, wszystkie jednakowe, to grubo się myli! Od kilku lat w Polsce pojawiają się różnie ubarwione koszatniczki, na początku były o ubarwieniu dzikim – agouti, później pojawiły się agouti z białymi łatami, teraz są kremowe, piaskowe i niebieskie. W zagranicznych hodowlach uzyskano również odmianę czarną, białą, czekoladową, a nawet fioletową. Myślę, że jest kwestią czasu, gdy pojawią się one również w Polsce.

Warunki utrzymania

Koszatniczki są wrażliwe na ciepło, optymalną temperaturą dla nich jest 18-20°C oraz wilgotność ok. 30-60%. Przyjmuje się, że jednej koszatniczce należy zapewnić min. 0,5m² powierzchni, dlatego lokum dla koszatniczek powinno być naprawdę duże, z dużą ilością pełnych pięter.

 

​Akwaria nie są polecane dla koszatniczek, ze względu na słabą cyrkulację powietrza, brak pięter, możliwość wyskoczenia z niego (koszatniczki potrafią skoczyć na wysokość ok. 80cm) oraz przede wszystkim, akwaria z reguły są za małe. Akwarium na 2 koszatniczki musiałoby mieć min 2m x 1m x 80cm.

Terrarium szklane również musi być duże, z dużą ilością kratek wentylacyjnych, aby zachować dobrą cyrkulację powietrza. Myślę, że takie terrarium byłoby trudne do utrzymania w czystości, ponieważ koszatniczki intensywnie znaczą teren, oraz trudno byłoby je wyposażyć, bo ciężko cokolwiek oprzeć o śliskie ścianki ze szkła.

Zalecane są natomiast woliery, aczkolwiek muszą być koszoodporne , ponieważ koszatniczki to gryzonie przez duże G. Drewnianą konstrukcję potrafią w bardzo krótkim czasie zamienić w pył. Zaletą wolier jest ich niestandardowa wielkość. Możemy zamówić, lub zrobić je własnoręcznie, w rozmiarze, który nam najbardziej odpowiada, a jednocześnie spełnia wymagania tych zwierząt. Z reguły front wolier jest z siatki, więc cyrkulacja powietrza jest zachowana.

Najbardziej popularne i najtańsze są klatki. Na rynku znajdziemy naprawdę sporo modeli, i bez trudu znajdziemy tę, dla nas i zwierzaków, najlepszą. Pręty klatki powinny mieć rozstaw do maksymalnie 2 cm, powyżej ryzykujemy, że zwierzaki nam uciekną. Powinny być ocynkowane, nie zalecane są malowane, ponieważ koszatniczki lubią obgryzać pręty, co może skutkować zatruciem zwierząt. Dodatkowo obgryziona farba z klatki nie wygląda estetycznie i pręty szybko ulegają korozji.

Klatka dla dwóch koszatniczek powinna być nie mniejsza niż 75x85x80, wg innych źródeł: 100x60x60.

Warto również spojrzeć na zagraniczne normy, gdzie jest to przedstawione w formie tabeli:

https://www.dein-degu.de/home/informationen-zu-degus/k%C3%A4fig-einrichtung/

Aby koszatniczki nie pogryzły kuwety klatki, możemy ją zabezpieczyć metalowymi kątownikami, gałęziami z drzew, albo kupionymi osłonami. Nie zaleca się kładzenie kraty na kuwetę. Od chodzenia po metalowych prętach, dochodzi do rozwoju pododermatitis, czyli zapalenia podeszwy łap zwierząt.

Podłożem polecanym są pellety drewniane, zrębki bukowe, ściółki konopne, lniane, kukurydziane, bawełniane oraz dry bedy (raczej służą do wykładania półek, niż na dno, do kuwety). Nie można używać żwirku zbrylającego, silikonowego, czy jakiegokolwiek zapachowego, ponieważ mogą one doprowadzić do chorób układu pokarmowego lub oddechowego. Nie polecane są również trociny, ponieważ pylą i mogą podrażniać górne drogi oddechowe oraz oczy koszatniczek. Siano też nie może być używane jako ściółka, ponieważ zasikane i zbutwiałe siano, może być dla zwierząt chorobotwórcze.

Koszatniczki bardzo lubią biegać na karuzelach, aczkolwiek musi ona spełniać pewne wymogi. Przede wszystkim musi mieć minimum 28cm średnicy. Tak, aby biegając, zwierzę nie było wygięte w łuk i nie doprowadziło to do zwyrodnienia kręgosłupa. Bieżnia powinna być pełna, lub z siatki. Bieganie po karuzeli zrobionej z pręcików, doprowadzi do powstania pododermatitis. Zabawka nie może być z plastiku, bo koszatniczki ją pogryzą, co może doprowadzić do skaleczeń jamy ustnej, zatoru układu pokarmowego lub nawet perforacji jelit. Uważać należy również na tzw. efekt nożyc. Oś karuzeli nie może pokrywać się ze stelażem, gdyż może dojść do uszkodzenia ogona, kończyn czy kręgosłupa zwierzęcia.

Półki w klatce najlepiej wykonać z paneli podłogowych, dostępnych w sklepach budowlanych. Możemy uciąć je tam na wymiar, a następnie przymocować w klatce np.: przypinając do prętów klatki, za pomocą spinaczy biurowych. Panele są na tyle twarde, że koszatniczki ich z reguły nie niszczą. Mają sztuczną powierzchnię, łatwą do utrzymania w czystości, wystarczy przetrzeć wilgotną ściereczką i mamy czyste półki. Można też wykorzystać sklejkę, ona też nie poddaje się łatwo koszatniczkowym zębom. Aby mocz w nią nie wsiąkał, można zabezpieczyć ją pokostem lnianym, jest bezpieczny, nietoksyczny dla zwierząt. Osobiście za nim nie przepadam, ponieważ ma lekko rybi zapach.

Koszatniczki uwielbiają się chować, w naturze mieszkają w podziemnych norach, więc i w domu powinniśmy umożliwić im ukrywanie się w bezpiecznych zakamarkach. Na rynku znajdziemy domki ze sklejki, z drewna, siana, a nawet budki z materiału czy ceramiczne. Wszystkie, poza plastikowymi, nadają się dla koszatniczek, natomiast z doświadczenia mogę doradzić, że nie sprawdzą się domki z dnem, ponieważ koszatniczka sika tam gdzie śpi, więc będzie to zwyczajnie niehigieniczne. Uważać należy na małe okna w domkach. Koszatniczka potrafi wygryźć, powiększyć okno, lub usunąć przeszkody z drewna, i utknąć. Zaklinowanie się zwierzęcia będzie najmniejszym problemem, w najgorszym wypadku możne doznać urazu kręgosłupa, a nawet ponieść śmierć, jeśli nie przyjdziemy z ratunkiem na czas.

Koszatniczki są bardzo czujne i chętnie będą obserwować świat z góry, nie pogardzą zawieszonym u sufitu klatki materiałowym hamakiem. Najbardziej sprawdza się kawałek polarowego kocyka. Nie strzępi się i nie zaplątują się nitki wokół łapek, co jest niebezpieczne. Po zasikaniu i zniszczeniu hamaka przez zwierzaki, wyrzucamy stary i produkujemy nowy. Możemy też uszyć hamaki ciepłe, z wypełnieniem, aczkolwiek musimy być świadomi, że koszatniczki mają zacięcie krawieckie, chętnie i szybko zrobią swoje poprawki.

Klatkę możemy urozmaicić o tunele z korka, siana, wikliny, itp. Zwróćmy tylko uwagę na ich średnicę, aby zwierzaki się nie zaklinowały. Tunel powinien mieć minimum 8-10cm średnicy, koszatniczki są różnej budowy, jeśli nie jesteśmy pewni czy zwierzak się przeciśnie, zróbmy obręcz z kawałka drutu i sprawdźmy przez jaki otwór przejdzie nasza koszatniczka.

W klatce powinny również znajdować się miski na jedzenie i zioła. Osobiście preferuje duże, ciężkie, ceramiczne miski o średnicy ok. 20cm, do których sypię sporą garść ziół, oraz kilka mniejszych misek rozstawionych w różnych miejscach klatki, aby uniknąć wojen w stadzie. U niektórych opiekunów sprawdzają się metalowe miski zawieszane na prętach.

Tunele mogą pełnić funkcję paśnika, i do nich napchać siana. Można uszyć paśnik z materiału, lub wykonać go z drewna. Wieszane kule z sianem bywają niebezpieczne, zdarzały się przypadki zaklinowania głowy między prętami kuli. Całkiem fajnym pomysłem są paśniki wieszane od zewnątrz klatki.

Poideł przerobiłam przy koszatniczkach mnóstwo, zdarzało się, że musiałam budować konstrukcje zabezpieczające poidła przed koszatniczkowymi zębami. Większość plastikowych poideł koszatniczki przegryzły przez pręty klatki, i notorycznie zalewały półki i ściółkę, nawet kilka razy dziennie. Na szczęście, już od kilku lat, bez trudu można kupić poidła szklane, i te są niezniszczalne do czasu, aż się nie rozszczelnią i nie zaczną kapać. Można też postawić miskę z wodą, choć trzeba oswoić się z myślą częstego mycia jej, bo koszatniczki lubią wrzucać do niej rozmaite skarby. Pod poidło przykręcam do klatki miseczkę metalową z garstką drewnianego pelletu, dzięki temu, jeśli coś kapnie z poidła, np. na skutek drgań czy rozszczelnienia poidła, nie zalewam całej klatki, a tylko miseczkę.

Koszatniczki uwielbiają obgryzać gałęzie, ale również skakać i wspinać się po konarach. Są to zwierzęta naziemne i żyjące głównie w norach, ale kochają wspinaczki. Warto w klatce, zamiast drabinek, położyć duże, grube konary z drzew jadalnych. Dzięki lekkiemu nachyleniu w ich ułożeniu zmuszam zwierzaki do wspinania się, przez co naturalnie ścierają pazurki i nie mam potrzeby obcinania ich.

Żywienie koszatniczek

Dieta koszatniczek jest bardzo specyficzna. Wynika to z ograniczonej aktywności biologicznej insuliny u koszatniczek (aktywność od 1-10% standardowej insuliny), przez co organizm koszatniczki nie do końca potrafi regulować poziomu cukru we krwi, lub ten mechanizm jest odmienny. Koszatniczki są podatne na odkładanie się złogów skrobiawicy (amyloidozy) w wyspach Langerhansa trzustki. Jest to schorzenie polegające na pozakomórkowym odkładaniu się różnych rodzajów biologicznie nieaktywnego białka. Uszkodzenie lub zniszczenie wysp trzustkowych wpływa na zmniejszenie produktywności organu i prowadzi do powstania cukrzycy (cukrzyca typ II). Klasycznymi objawami cukrzycy są nadmierne pragnienie oraz łaknienie, częstomocz, z czasem pojawia się zaćma cukrzycowa. Podstawowym leczeniem jest DIETA. Wyeliminowanie wszystkich błędów żywieniowych, wprowadzenie ziół i roślin wykorzystywanych przy cukrzycy (np. topinambur, cykoria, korzeń mniszka lekarskiego).

 

Koszatniczki powinny mieć stały dostęp do siana. Sianko pachnące, zielone, z górnej półki, czyli najlepiej prosto od rolnika. Żadne szaro-bure sianko z supermarketu za 2zł o zapachu kurzu i pleśni. Siano trzymamy w paśniku, uniemożliwiając zwierzakom zanieczyszczenie go moczem, nie może ono służyć jako ściółka. Ma być do jedzenia. Kolejnym składnikiem koszo-diety są zioła. Na rynku mamy duże, około kilogramowe paczki mieszanek ziół, o dużych liściach i łodyżkach (np. Tivo - Specjał koszatniczki i szynszyli, Herbal Pets - Gryziółka, itp). Zioła są dobrane składem tak, aby było w nich wszystko to, co jest potrzebne dla koszatniczek. Można kupić też pojedynczo pakowane zioła i tworzyć własne mieszanki, to jednak wymaga wiedzy, na temat właściwości poszczególnych ziół. Koszatniczki zdecydowanie lubią duże fragmenty roślin, a małe paczuszki, z mocno połamanymi ziołami, nie są dla nich atrakcyjne i nie jedzą ich zbyt chętnie. Gałązki z drzew jadalnych są bardzo ważnym składnikiem w diecie koszatniczek. Zalecane są cienkie, świeże gałązki z listkami, ale też duże konary, które możemy wykorzystać do wystroju wnętrza klatki. Jeśli stopniowo przyzwyczaimy koszatniczki do pobierania świeżego, zielonego pożywienia, śmiało możemy go podawać. Przepadają za świeżym mniszkiem lekarskim, koniczyną, babką lancetowatą i szerokolistną, gałązkami drzew z kwiatami i liśćmi. Nie pogardzą wysianym owsem, czy kupioną cykorią, bazylią a nawet kawałkiem brokuła. Tu najważniejsze są proporcje, zdrowy rozsądek i wiedza.

Komercyjne karmy, można podzielić na kilka grup.

Pierwsza grupa to karmy typu mix, powszechnie dostępne i niestety często podawane przez niedoświadczonych właścicieli koszatniczek. Zawierają ziarna zbóż, które są dla koszatniczek wręcz toksyczne, zaburzają gospodarkę wapniowo-fosforową, doprowadzając koszatniczki do chorób stomatologicznych oraz metabolicznych, w tym cukrzycy. Największe zło wśród karm.

Drugą grupę stanowią karmy ekstrudaty. Mają naprawdę zachęcający skład procentowy, natomiast beznadziejną strukturę, która w pyszczku kruszy się do pyłu i mikro kawałków przypominających drzazgi. Te wbijając się w przestrzenie między zębowe, powodują permanentny stan zapalny i pogłębiają proces choroby stomatologicznej. Trzecia grupa to karmy typu pellet, póki co bardzo nieliczne na polskim rynku. To sprasowane trawy i zioła, w postaci jednakowych brykiecików – pellecików. Koszatniczka musi się nieco napracować, aby zjeść taki smaczek. Nie rozpuszcza się w pyszczku, koszatniczka musi popracować zębami, aby go zmielić i doprowadzić do postaci, którą będzie mogła połknąć, dzięki temu ściera zęby. "Rozpieszczone" koszatniczki, pewnie będą marudzić.na zmianę karmy, ale z czasem przestawią się na nowy rodzaj granulek.

Pojawia się też kwestia smakołyków, niezalecane są dla koszatniczek smaczki kaloryczne, suszone owoce czy orzechy. Raczej powinniśmy wybierać smakołyki typu fit. Koszatniczki bardzo lubią suszony korzeń cykorii, korzeń mniszka lekarskiego, topinambur, które są zalecane ze względu na inulinę, wykorzystywaną w leczeniu cukrzycy. Warto dietę wzbogacić o ziarna ostropestu plamistego, który korzystnie wpływa na komórki wątroby i dostarcza do diety nienasycone kwasy tłuszczowe.

UWAGA! Oczywiście zdarzają się koszatniczki chore, które będą wymagały innego żywienia, ale wtedy lekarz weterynarii pomoże dobrać dla nich odpowiednią dietę.

Wybiegi i kąpiele piaskowe

Koszatniczki uwielbiają buszować poza klatką. Należy im zapewnić codzienne, minimum godzinne wybiegi. Uważajmy przy tym na kable, aby zwierzak nie przegryzł żadnego i nie został porażony przez prąd. Mogłoby się to skończyć poparzeniem a nawet śmiercią zwierzęcia. Koszatniczki lubią się wciskać w zakamarki, dlatego przed wypuszczeniem ich na wybieg, warto zatkać dziury pod meblami itp., aby zwierzaki nie utknęły. Tak samo przestrzeń między kaloryferem, a ścianą jest dla koszatniczek fajną kryjówką,latem im to nie zaszkodzi, zimą mogą się przegrzać, a nawet poparzyć. Warto poinformować domowników, że wypuszczamy gryzonie, aby nikt w tym czasie nie otworzył okna, nie wszedł z impetem do pokoju uderzając lub nadeptując na zwierzę. Wybieg warto urozmaicić, aby koszatniczki zajęły się swoimi zabawkami, a nie np. obgryzaniem zabytkowej komody.

Koszatniczki uwielbiają kąpać się w piasku. O ile postawiona miska z pyłem wulkanicznym czy piaskiem w klatce, zostanie szybko przekształcona w kuwetę do sikania, tak na wybiegu jest to atrakcja numer jeden. Warto wspomnieć, że do kąpieli piaskowych nie nadają się piaski z piaskownicy, czy przeznaczone dla ptaków, mają one za grube ziarna, przez co mogą podrażnić delikatną skórę naszych gryzoni. Kąpiele mogą być codziennie, nawet kilka razy dziennie. Jeszcze nie spotkałam się z przesuszeniem skóry u koszatniczek, spowodowanym częstymi kąpielami piaskowymi. Kąpiel służy do oczyszczenia futra z zabrudzeń, wzmacnia więź w stadzie. Jest to umiejętność wrodzona, to znaczy, że kąpać umie się każda koszatniczka. Czasem, jakaś nie ma śmiałości, boi się rozluźnić i poddać przyjemności z kąpieli, ale spokojnie, z czasem zaufa i też będzie korzystać z piasku .

Więcej niż jedno zwierzę

Koszatniczki to zwierzęta stadne o czym już wspominałam. Źle znoszą samotność. Zdarza się, że doprowadza ona u nich do stereotypii, zaburzeń behawioralnych, objawiających się wygryzaniem sierści z łapek, apatią, zmniejszoną aktywnością. Takie zwierzaki są bardziej czułe na dźwięki, ciągle gotowe do ucieczki, wzmożona jest ich czujność. Czasami przeradza się to w agresję. Niektóre są zrezygnowane, otyłe i znudzone. Samotna koszatniczka nie potrafi w pełni zadbać o higienę, jej uszy są „skamieniałe”, czyli na płatkach małżowin usznych gromadzi się złuszczony, martwy naskórek, który możemy delikatnie usunąć za pomocą oliwki i gazika. Nie jest prawdą częsty pogląd, że łatwiej jest oswoić pojedynczą koszatniczkę. Z reguły, w każdym stadzie, nawet tym dwuoosobowym, jeden zwierz jest bardziej odważny i ciekawski, a drugi mniej. Dzięki temu ten pewniejszy siebie uczy drugiego, że można wyjść z klatki na ręce właściciela, że można podejść i odebrać od niego smakołyk. Wzięcie od razu co najmniej dwóch osobników, tej samej płci, jest naprawdę dobrym pomysłem. Odpada nam problem łączenia, który jest nie lada wyzwaniem dla niedoświadczonego opiekuna.

%C5%82%C4%85pki%20koszy_edited.jpg

Sprawdzonym sposobem łączenia koszatniczek, który polecam, jest metoda zwana „kiszonką”. Na początku zapoznajemy zwierzaki na neutralnym gruncie, np. w suchej wannie, lub brodziku. Wrzucamy tam kilka smakołyków, sypiemy piasek do kąpieli i wkładamy zwierzaki. Obserwujemy jak się zachowują. Koszatniczki są bardzo ekstrawertyczne, szybko wyrażają swoją sympatię lub antypatię do nowego osobnika, dlatego czasami wystarczy kilka sekund, aby ocenić, czy łączenie zakończy się sukcesem, czy też nie. Warto, abyśmy byli uzbrojeni w rękawice kuchenne, by w razie konfliktu rozdzielić atakujące się gryzonie. Jeżeli w wannie zachowują się całkiem przyzwoicie, wkładamy zwierzaki do małej klatki, prowokując interakcje. Nie dajemy misek ani rzeczy, o które mogą się pokłócić. Musi to być maleńka klatka, z wsypanym jedzeniem na środek. Czasem trzeba zwierzaki poddać lekkiemu stresowi, np. nosząc klatkę po mieszkaniu, bowiem stres jednoczy Jeżeli widzimy, że się dobrze dogadują, możemy je włożyć do wyposażonej, wyszorowanej, neutralnej klatki docelowej. Ważne, aby ta klatka nie miała zapachów żadnego z połączonych zwierzaków, aby żaden zwierzak nie czuł się właścicielem tego terenu. Koszatniczki ustalają hierarchie wskakując na siebie i wykonując kopulacyjne ruchy. Robią to zarówno samice, jak i samczyki, dlatego jeżeli jesteśmy pewni płci naszych zwierząt nie powinniśmy się przejmować takim zachowaniem. To w zupełności normalny proces i podczas łączenia, i w sytuacji gdy dochodzi do zaburzeń hierarchii w stadzie, np. po okresie dojrzewania, choroby lub śmierci członka stada.

Uszkodzenia ciała, zaburzenia behawioralne, kastracja

U koszatniczek nie ma potrzeby wykonywania profilaktycznego zabiegu kastracji samców czy ovariohysterectomii u samic (usunięcia macicy wraz z jajnikami). Koszatniczki niezwykle rzadko mają problemy zdrowotne związane z układem rozrodczym. Jeśli przypadkiem mamy samca i samicę, stado dwupłciowe, zdecydowanie zalecałabym kastrację samczyka, ponieważ zabieg jest łatwiejszy i mniej obciążający niż u samic. Niewykastrowany samiec będzie kopulował z samicą, a to może doprowadzić do nawracających infekcji pochwy oraz agresji samicy względem samca. Jeśli nasze jednopłciowe stado nie dogaduje się, zabieg kastracji niekoniecznie przyniesie jakikolwiek efekt. Kastracja u koszatniczek nie ma zbyt dużego wpływu na charakter zwierzęcia. Jeśli mimo wszystko musimy ten zabieg wykonać, zaleca się aby samica była w wieku powyżej 6 miesięcy, a samiec powyżej 4 miesięcy. Dzięki temu narządy są już w pełni wykształcone i zabieg jest bezpieczniejszy. Pamiętać należy, że samiec po kastracji, może być płodny jeszcze przez 4, a niektóre źródła podają, że nawet przez 8 tygodni. Zabieg polega na usunięciu jąder, natomiast pozostawiane są nasieniowody, dlatego właśnie potrzeba minimum 4 tygodni, aby plemniki obumarły w nasieniowodach samca.

 

Zdarza się, że w stadzie dominujące osobniki nadmiernie dbają o czystość swoich współtowarzyszy i dochodzi do zaburzenia behawioralnego tzw. “barberingu”, doprowadzającego u mniej dominujących osobników do wyłysień. Zazwyczaj pojawiają się wyłysienia na karku i pyszczku. Może to dotyczyć też innych części ciała, np. ogonów. Niektóre koszatniczki intensywnie gryzą pręty klatki, przez co, na skutek obtarć, dochodzi do wyłysień. Zazwyczaj dotyczy to okolic nosa i oczu. Nie jest to groźne dla zwierzęcia, wystarczy wzbogacić wystrój klatki, częściej wypuszczać koszatniczki na wybieg, albo zabezpieczyć np. kilkoma gałązkami pręty, które najczęściej są szarpane przez zwierzę, a futerko na nowo odrośnie.

BARBERING

Pamiętać należy, że koszatniczki mogą odrzucić końcówkę ogona. Jest to reakcja obronna na atak drapieżnika, ogon niestety nie odrasta. Taki ogon usycha i odpada, możemy również zgłosić się z nim do lecznicy weterynaryjnej w celu amputacji oskórowanego fragmentu. Szczególnie, jeśli ogon nieprawidłowo się goi, końcówka uległa martwicy, co widać na zdjęciu po prawej stronie.

Nie dla każdego

Koszatniczki mają bardzo sympatyczny wygląd, ich ogony zakończone kępką futra na pewno mają więcej zwolenników, niż łyse ogony szczurów czy myszy. Nie mają intensywnego zapachu, co też jest ich zaletą. Natomiast decydując się na te zwierzaki, powinniśmy mieć na uwadze:

- głośną eksplorację klatki, nie tylko za dnia, ale również nocą

- rozsypane siano, ściółkę oraz bobki wokół klatki

- dynamiczność, koszatniczka nie posiedzi zbyt długo na naszych rękach, ona ma swoje koszo-sprawy do załatwienia ;)

- długie i ostre siekacze, zdarzają się agresywne osobniki, które po prostu lubią ugryźć, nie polecałabym ich małym dzieciom, ponieważ kontakt z koszatniczką, może okazać się bardzo przykrym doświadczeniem, a nawet skończyć wizytą na SORze.

lek. wet. Justyna Frańczak