Połączeni, czy zaprzyjaźnieni? Porozmawiajmy...
- lek. wet. Justyna Frańczak

- 20 lis 2025
- 1 minut(y) czytania
Kiedyś mój przyjaciel powiedział mi „Ja królików nie łączę. Ja je zaprzyjaźniam.” I im dłużej o tym myślę, tym bardziej widzę, jak bardzo ma to sens. Bo przecież u ludzi też są sympatie i antypatie. Nie z każdym się dogadamy, nie z każdym stworzymy relację. I to jest normalne, to jest okej.
Przez lata „łączenie” królików wyglądało zupełnie inaczej. Awersyjne metody, małe klatki, kiszonki, stresowanie zwierząt, żeby „się dogadały”. Funkcjonowało nawet hasło: „stres jednoczy”. Trochę jak wychowanie w latach 90tych, niby działało, niby „tak się robiło”, ale czy rzeczywiście było dobre? Dziś już wiemy, że niekoniecznie. Bo jeśli naprawdę dbamy o behawior, dbamy o komfort psychiczny zwierząt, to nie wystarczy wrzucić dwóch królików na małą przestrzeń i liczyć, że „samo się zrobi”. Relacja potrzebuje czasu, cierpliwości, przestrzeni, żeby każde z nich mogło poczuć się bezpiecznie. Potrzebuje tego, żebyśmy nie zmuszali ich do bycia razem, tylko tworzyli warunki, w których one same będą chciały być obok siebie. Bo piękne więzi, czy u ludzi, czy u zwierząt nie powinny powstawać w stresie, tylko w spokoju, kiedy ktoś daje nam szansę być sobą i nie wymusza bliskości, tylko pozwala, żeby rosła naturalnie.
Może właśnie tak powinniśmy myśleć o królikach: nie jak o zwierzętach, które „trzeba połączyć”, ale jak o istotach, którym możemy pomóc się zaprzyjaźnić. Tak, żeby naprawdę chciały być razem. Nie dlatego, że są skazane na siebie, ale dlatego, że czują się ze sobą dobrze. I to jest najpiękniejsza relacja, jaką możemy im dać.






Komentarze