ROZRÓD

CIĄŻA, PORÓD, KOMPLIKACJE

Choć widok malutkich koszatniczek jest rozkoszny, NIE popieramy rozmnażania koszatniczek dla zabawy! NIE popieramy pseudohodowli!
Hodowlą koszatniczek powinny zajmować się tylko profesjonalne i zarejestrowane hodowle, które znają pochodzenie zwierząt rozpłodowych kilka pokoleń wstecz.

Ciąża koszatniczek trwa ok. 90 dni. Moment zaplemnienia samiec ogłasza poprzez długą, charakterystyczną "pieśń". Czy doszło do zapłodnienia możemy określić dopiero po kilku tygodniach i to tylko za pomocą USG. Warto ważyć samicę, jej stopniowy wzrost na wadze może nam sugerować ciążę. W zależności od ilości płodów możemy obserwować zaokrąglone boczki pod koniec ciąży. Jeżeli mamy podejrzenia, że mogło dojść do zapłodnienia powinniśmy zapewnić samicy spokój i komfortowe warunki. Przyszła matka musi czuć się bezpiecznie. To nie czas na łączenie z nowym stadem czy przeprowadzki. Pod koniec ciąży dobrze, aby klatka była niska, pozbawiona pięter. Młode matki wybierają dziwne miejsca na wicie gniazda, a raczej nie należy do bezpiecznych poród w hamaku wiszącym na wysokości 120cm nad kuwetą Dlatego musimy poprzez zmianę wystroju klatki zmusić ją do urodzenia na parterze.

W czasie ciąży samiczka może inaczej się zachowywać, może częściej garnąć się do człowieka. Na początku nie, ale w miarę rozwoju ciąży zacznie więcej jeść. To normalne, przecież maluszki potrzebują dużo energii, żeby prawidłowo się rozwijać, a w tym okresie to krew matki im wszystkiego dostarcza. Karma musi być wysokiej jakości, dobrze zbilansowana, wzbogacona o dużą ilość ziół i dobrego gatunkowo siana. Warto zawiesić w klatce wapń lub sepię, w ciąży odgrywa ważną rolę – wapń to podstawowy budulec kości. Po porodzie wapń nadal suplementujemy, bo wędruje on do mleka.

Kilka dni przed porodem możemy wyczuć sutki na brzuszku samicy. Niekiedy można zaobserwować ruchy maleństw w brzuchu, co świadczy o tym, że maluchy są już duże i poród jest blisko Ważne jest, aby w zaawansowanej ciąży nie ściskać mocno kosza, nie narażać na upadek z półki. Przyszła matka nie powinna również skakać – zróbmy mosty między półkami. Nadmierny ruch, napinanie mięśni podczas skoków, wszystko to może wywołać przedwczesny poród, a nawet poronienie.

Samica czuje zbliżający się poród, zaczyna znosić materiały na gniazdo (jeżeli wcześniej tego jeszcze nie zrobiła ). Należy dostarczyć jej sporą ilość podartych w paski bezzapachowych chusteczek higienicznych lub ręczników papierowych.

Sam poród z reguły przebiega bez komplikacji. Często samica wybiera moment kiedy jest cicho i spokojnie, zwykle gdy nie ma nas w domu. Jeżeli jednak jesteśmy w domu i słyszymy ciche popiskiwania z gniazda, nie powinniśmy interweniować. To nie czas na grzebanie w gniazdku, czy głaskanie koszo-mamy. Dajmy zadziałać naturze, poczekajmy aż samica skończy i opuści gniazdo.

Bezpośrednio po porodzie również ograniczmy nasz kontakt z młodą mamą. Poród to ogromny wysiłek, pozwólmy jej odpocząć, wylizać i nakarmić potomstwo.

Komplikacje! – kiedy musimy zainterweniować i zabrać zwierzaki NATYCHMIAST do lekarza weterynarii
>> Jeżeli samica mimo rozpoczęcia porodu – po odejściu płynów owodniowych, nie wydała żadnego potomstwa, albo biega po klatce, a z jej dróg rodnych sterczy kawałek płodu. – konieczna NATYCHMIASTOWA wizyta u lekarza weterynarii. Możliwe, że płód się zaklinował, lub jest martwy. Nie wyjmujmy sami zablokowanego płodu! Możemy rozerwać jej drogi rodne!
>> Jeżeli dzień po porodzie lub później samica staje się osowiała, nie chce karmić młodych – interweniujmy i zabierzmy ją do kliniki wet. Możliwe, że cześć potomstwa nadal jest w brzuszku!

Pamiętajmy!
Samica zaraz po porodzie jest płodna. Trzymanie z nią samca skutkuje ponowną ciążą.
Ciąża za ciążą to najgorsze co możemy zafundować naszej koszatniczce. To ogromne obciążenie dla organizmu. Pamiętajmy, że przez 3 miesiące ciąży potomstwo wysysało z niej wszystko co najlepsze, aby się rozwijać i rosnąć w siłę. Po porodzie samica nie ma czasu na regenerację, bo musi jeszcze przez miesiąc oddawać wszystko do mleczka. Dopiero jak koszatniczki są już w pełni samodzielne, ona zaczyna się regenerować.
Oczywiście, jeżeli nie zafundujemy jej kolejnej ciąży... Wtedy nie ma czasu na odpoczynek i ten biedny, niezregenerowany organizm musi dalej pracować na pełnych obrotach.

Ciężarna macica jest kilkukrotnie większa niż przed zapłodnieniem. Jej skurczenie i odbudowa wymaga czasu. Zapłodnienie w dniu porodu nie daje jej tego czasu.

Często koszatniczka nie przeżywa takiej ciąży za ciążą... W najlepszym wypadku skończy się to poronieniem.

Samiec powinien być odizolowany od samicy przed porodem i przeniesiony do innej klatki.
Obecność samca nie jest również wskazana, ze względu na jego stosunek do potomstwa - nie zawsze musi on poczuć się w obowiązku i może po prostu zjeść młode. Nie jest to regułą, ale lepiej mieć to na uwadze.
Co z samcem? Możemy poczekać 5,5 – 6 tygodni i spróbować go połączyć z jego synkami, albo możemy zdecydować się na zabieg kastracji. Po kastracji samiec jest jeszcze płodny 4 tygodnie, bo usuwane są jądra i najądrza, a cześć nasieniowodów zostaje w organizmie. To w nich czają się plemniki, które mimo kastracji samca są zdolne zapłodnić samiczkę. Odczekanie tych 4 tygodni powinno wystarczyć, aby plemniki obumarły.

Jeżeli samiczka mieszkała dotychczas z innymi samicami – nie rozdzielajmy ich. Ciotki pomogą młodej matce zadbać o maluszki.

Opieka nad świeżo upieczoną mamą i jej gromadką
Zazwyczaj w miocie są 2 do 8 młodych. Nie liczmy ich zaraz po porodzie, poczekajmy chociaż dzień. Nasza oswojona samiczka nie powinna się naszą obecnością zbytnio stresować, ale nieco dzikie matki mogą poczuć się zagrożone i z tego powodu potrafią nawet zagryźć małe. Najlepiej w takich sytuacjach ukradkiem poobserwować i może uda nam się coś zobaczyć?
Oswojone kosze z reguły nie mają problemu, żebyśmy już następnego dnia zajrzeli do ich gniazda. Każdy zna swoje zwierzaki i najlepiej potrafi określić, gdzie jest granica, której lepiej nie przekraczać.

W gniazdku mogą znajdować się lekko zakrwawione chusteczki/ręczniki (krew jest naturalnym skutkiem porodu). Możemy dzień/dwa po porodzie pousuwać co brudniejszy kawałek i zastąpić go czystym. Nie zabierajmy całego gniazdka, to mogłoby zestresować samicę i jej potomstwo.
Samiczka w pierwszych dniach po porodzie dużo czasu spędza w gnieździe, dlatego warto podstawić bliżej gniazdka miseczkę z jedzeniem i poidełko.

Koszatniczki rodzą się z lekko przymkniętymi oczkami, ale nie są w pełni ślepe. Ich ciałka pokryte są delikatnym meszkiem. Uwagę zwraca nienaturalnie duża głowa i przez to zachwiane proporcje ciała, ale to w pełni normalne, z wiekiem ciałko dorówna dużej głowie. Choć na początku raczej trzymają się gniazda, to co silniejszy osobnik zaczyna powoli czołgać się nieporadnie i przemieszczać po dnie klatki – dlatego ważne, aby gniazdko samica uwiła na parterze klatki.
Dobrze też usunąć na czas „raczkowania” usunąć karuzelę, albo zawiesić ją na tyle wysoko, żeby maluchy nie weszły i nie zrobiły sobie krzywdy.

Maluchy od drugiego tygodnia staja się coraz bardziej samodzielne. Zaczynają próbować stałego pokarmu, choć wciąż podstawą ich żywienia jest mleko matki. Ich ruch jest coraz bardziej zgrabny, próbują się wspinać po szczebelkach klatki, czy wdrapywać na gałęzie. Ich odgłosy również zaczynają być coraz bogatsze, podczas karmienia możemy usłyszeń rozkoszne gruchanie.
Takie kosze można już śmiało wyjmować z klatki, jest to wręcz wskazane, dzięki temu zapoznają się z ludzkim zapachem i nie będą czuły lęku przed człowiekiem.

Obserwacja dorastających koszatniczek jest bardzo pasjonująca. Maluchy w odkrywaniu świata są bezbłędne: bawią się wszystkim, gaworzą, gonią swoją mamę, która nie może znaleźć chwili spokoju dla siebie i jak to w rodzeństwie, czasem zrzucają się nawzajem z półeczek, biją się - ale tak niegroźnie, tak w zabawie

Miesięczne kosze, mimo że jedzą już samodzielnie nadal potrzebują mleka i obecności matki. Ich proporcje są już prawidłowe i wyglądają jak koszatniczka w miniaturce.

W wieku 5,5 - 6 tygodni należy rozdzielić koszatniczki według płci. Samców dać do osobnej klatki, samiczki mogą nadal mieszkać z mamą. Przegapienie tego momentu może skutkować ciążą kazirodczą u młodych samic.
Jak ustalić płeć? Info w tym artykule: viewtopic.php?f=7&t=19
Jeżeli nie jesteśmy pewni, to warto zwrócić się do lekarza - specjalisty od gryzoni lub wstawić zdjęcia narządów rozrodczych koszatniczek na naszym forum.

Jeżeli samiczka po porodzie zachoruje, umrze lub nie chce opiekować się maleństwem:
>> możemy kupić specjalistyczne mleko do odchowu gryzoni np. firmy Beaphar
Proszek w ilości podanej na ulotce rozpuszczamy w ciepłej, ok.36*C, przegotowanej wodzie i podajemy maluszkom co 2 godziny (nawet w nocy)
>> wersja domowa mieszanki, którą możemy zastąpić mleko matki
skondensowane mleko mieszamy z naparem z rumianku w stosunku 1:2 (1 porcja mleka, dwie porcje naparu). Raz dziennie do tej mieszanki możemy podać odrobinę miodu (źródło energii) i rozgotowanych na wodzie płatków owsianych. Mieszanka powinna mieć temperaturę ciała. Do karmienia używamy pipety, strzykawki tuberkulinówki lub nasączamy kawałek materiału przygotowaną mieszanką i dajemy koniuszek do ssania. Maluchy karmimy co 2 godziny (również w nocy), a po 5 dniach staramy się wydłużać przerwy między posiłkami – max co 4 godziny. Po karmieniu każdorazowo musimy wymasować delikatnie brzuszek maluchów za pomocą palca, w ten sposób wspomagamy trawienie i pobudzamy perystaltykę jelit. Należy również masować delikatnie okolice odbytu, bez tego zabiegu ciężko maluchom jest się wypróżnić. Małe straciły matkę, więc także w sferze higieny potrzebują pomocy. Od czasu do czasu wystarczy przetrzeć futerko maluchów lekko wilgotną, ciepłą ściereczką.
>> pamiętajmy, że noworodki mają zaburzoną termoregulację, dlatego musimy zadbać o termoforki i dogrzewanie maluszków

SAMICA I SAMIEC - dlaczego nie warto mieć parki?

Każdy z Was chciałby zobaczyć dopiero, co urodzone koszatniczki. Na pewno wielu zastanawia się czy nie sprawić sobie maluszków. Z naszej perspektywy posiadanie maluchów wydaje się to być ciekawym przeżyciem, ale dla koszy, ciąża jest dużym wysiłkiem i może być przyczyną wielu zagrożeń. Przedstawiamy Wam kilka z nich:

1. Komplikacje ciążowe. - Kiedy koszatniczka jest w ciąży mogą zdarzyć się komplikacje. Objawem tego jest najczęściej poronienie, czyli samiczka przedwcześnie rodzi. Młode koszatniczki nie są jeszcze tak wykształcone, aby mogły przeżyć. Często poronieniu towarzyszy też śmierć samiczki. Komplikacje spowodowane są wieloma rzeczami. Między innymi może to być:

2. Chów krewniaczy, inbred, chow wsobny. - Powód degeneracji kojarzonych miedzy sobą zwierząt i ich potomstwa jest oczywisty, jeśli zwrócimy uwagę, że nasze koszatniczki, polskie i europejskie wzięły swój początek od kilkunastu zaledwie osobników i rozmnożyły się dalej miedzy sobą. Tym bardziej rodzice kolejnego miotu, nie powinni być rodzeństwem ani krewniakami. Jaką jednak mamy pewność ze nie są, gdy pochodzenie rodziców lub starszych przodków młodych koszatniczek jest często nieznane? Ciężarne samice, których rodzice (lub starsi przodkowie) są spokrewnieni, są słabsze i przez to, często nie mogą dotrzymać ciąży do końca a i szansa na przeżycie dla nich samych jest niewielka.

3. Koszomama może doznać urazu. - Czasami się zdarza, że przyszła mamusia skoczy z dużej wysokości. Dla ciężarnej samiczki, nawet wysokość jednego pięterka/półeczki w klatce, może być niebezpieczna. Nie da się do końca uchronić koszatniczki przed tym. Zabierając jej drabinki lub półeczki, albo zabraniając wybiegów czy kołowrotka, zabieramy jej możliwość wybiegania, czyli jej codziennej podstawowej czynności. Tymczasem, 3 miesiące to bardzo długi okres czasu.

4. Delikatność ciężarnej samiczki. - Koszatniczka w ciąży jest bardzo delikatna. Mając ją na rękach, możemy niechcący przycisnąć jej brzuszek lub zbyt mocno ją złapać, a samiczka zacznie rodzić.
Samiczka jest na to szczególnie narażona, gdy jest brana na ręce przez niepowołane osoby, np. znajomych lub dzieci.

5. Czasami koszatniczka może nie donosić ciąży, z powodów nam nieznanych. Zdarzają się one losowo i nie ma znaczenia jak dobrze się nimi dobrze zajmujemy i jak dobre jest pochodzenie koszatniczki.

6. Zdarza się, że mimo udanego porodu koszatniczka nie może wykarmić młodych. Jest to szczególnie uciążliwe, ponieważ młode koszatniczki trzeba karmić, co 2-3 godziny, nawet w nocy. W tym przypadku nie unikniemy tego, bo tego nie da się zastąpić. Małe kosze potrzebują jedzenia regularnie, zresztą tak samo jak ludzie.

7. Zdarza się, że mimo udanego porodu, koszatniczka od razu zagryza swoje młode. Nie znamy wszystkich powodów takiego zachowania, ale najczęściej robi to, gdy sama czuje się zagrożona, albo gdy czuje ze jakieś zagrożenie (choroba, głód, złe warunki) grozi jej młodym.
W takim przypadku, należy również wziąć pod uwagę, że widok, pozagryzanych, częściowo zjedzonych i pokrwawionych płodów w klatce może być przeżyciem traumatyzującym zwłaszcza dla młodych hodowców.

8. Konieczna jest dodatkowa, duża klatka - nieunikniony zakup przeznaczony najpierw dla samca, który powinien być trwale odseparowany od samicy. Zwykle robimy to tuż przed porodem, gdyż zaraz po nim, samica jest już na nowo płodna. Jednak, w zależności od stanu zdrowia przyszłej koszomamy, trzeba czasem odseparować zwierzęta wcześniej, aby zapewnić samicy potrzebny jej spokój. Następnie, najpóźniej po okresie 6 tygodni od urodzin, klatka posłuży do oddzielenia małych samców od samiczek z powodu możliwości dojścia do chowu wsobnego.

I ostatnie - najważniejsze:
Samica, gdy jest trzymana razem z samcem regularnie zachodzi w ciążę. Jest to dla jej organizmu bardzo wyczerpujące, ponieważ podczas ciąży gospodarka węglowodanowa rozregulowuje się. Jest to sytuacja częsta u ssaków, jednak dla koszatniczek wrażliwych na wahania poziomu cukru we krwi, mających, jak wiadomo, genetyczne skłonności do cukrzycy, ciąża może przez to stanowić zagrożenie życia.
Dodatkowym obciążeniem dla organizmu koszo-mamy jest konieczność przekazywania przez łożysko części substancji odżywczych ze spożytego pokarmu, rozwijającym się w brzuszku małym koszatniczkom, a później ich wykarmienie, które trwa 3-4 tygodnie. Ważne jest, aby w okresie karmienia samiczka nie zachodziła ponownie w ciążę, ponieważ jej macica nie zdąży się jeszcze zregenerować po poprzedniej ciąży. Koszatniczka, która bywała wcześniej w ciąży jest więc słaba i gdy zachodzi w następną ciążę jej organizm staje się coraz słabszy, przez co maleją szansę na udany poród. Górna granica liczby porodów to 4, ale najczęściej samiczka umiera dużo wcześniej.

- Należy pamiętać, że dużym problemem jest oddanie koszatniczek. Oddania ich do zoologa nie należy wcale brać pod uwagę, ponieważ koszatniczki mają tam najczęściej złe warunki, nie są porozdzielane według płci, a kolejne mioty, często, sprzedawane są jako "karmówka". Tymczasem, decydując się na rozmnażanie zwierząt, którymi podjęliśmy się opiekować, powinniśmy pomyśleć o ich przyszłości i o tym, że zwierzęta bez względu czy są duże czy małe, mają prawo do godziwych warunków. Oddanie ich w dobre ręce jest trudne. Zdarza się, że nawet przez długi okres czasu nie znajdziemy chętnych. Pamiętajmy, że ludzie, zwłaszcza odpowiedzialni, nie decydują się na zwierzaka z dnia na dzień, więc jeżeli decydujemy się na rozmnożenie parki, pomyślmy o przyszłości maluchów wcześniej. Tak samo jak i o zachowaniu dobrostanu dorosłych; samca i samicy.

Pamiętajmy, iż dzikie koszatniczki rodzin nie zakładają a na wolności żyją w stadach jednopłciowych. Jeśli świadomie "podarujemy" im stado mieszane, samiec, po osiągnięciu przez młodziutkie samiczki wieku płodnego - zapłodni je bez zastanawiania się o pokrewieństwie. Tak samo stanie się w przypadku trzymanego razem rodzeństwa czy synów z matkami.

Autor: filip.wil,
poprawki KK, alja9, Jacek

Karmienie młodych przez dwie samice

Na wolności samice koszatniczki, podobnie jak matki u wielu gatunków gryzoni, wspólnie wychowują, wspólnie opiekują się w gnieździe młodymi należącymi do kolonii, ale także wspólnie, naprzemiennie karmią swoje młode.

Podczas ciąży samice przekazują młodym antyciała przez pęcherzyk żółtkowy (inaczej: woreczek żółtkowy, czyli błona płodowa otaczająca żółtko zarodka) i łożysko. Naukowcy podali karmiącym samicom różne antygeny i wykazali, że karmiąc młode krzyżowo, przekazują im zwiększoną kompozycję przeciwciał IgA.

Warto więc pamiętać, że karmienie noworodka przez dwie (lub więcej) samice może zapewnić młodej koszatniczce dostarczanie zróżnicowanych przeciwciał, a przekazywane im antygeny będą miały zróżnicowaną immunogenność, co ma bezpośredni wpływ na większą odporność organizmu.
_____________________________________________
Na podstawie:
Marıa Ińes Becker, Alfredo E. De Ioannes, Cecilia Léon, Luis A. Ebensperger, "Females of the communally breeding rodent, Octodon degus, transfer antibodies to their offspring during pregnancy and lactation", Journal of Reproductive Immunology 74 (2007) 68–77

Rozwój embrionalny koszatniczki

 

 

Na temat ciąży każdy mniej więcej coś wie. Na czym polega, ile trwa, jakie niesie ze sobą konsekwencje...
ale postanowiłam napisać co się dzieje w środku brzuszka, coś o życiu zarodka. Myślę, że to pomoże odpowiedzieć Wam na pytania: Czy koszatniczkę można skrzyżować ze szczurem? Czy odchowanie osieroconych maleństw jest możliwe?

No więc od początku...
Wszystko zaczyna się od zaplemnienia, czyli wprowadzenia plemników, do dróg rodnych samicy. U królików (i człowieka) ejakulat trafia do pochwy, natomiast u gryzoni zostaje wprowadzony aż do macicy.
Plemników są ogromne ilości, ale do bańki jajowodu, gdzie dochodzi do zapłodnienia trafia zaledwie kilkanaście procent. Plemniki w czasie swojej samodzielnej wędrówki przez drogi rodne samicy ulegają ostatecznemu dojrzewaniu, uzdatnianiu - kapacytacji.
Aby doszło do kapacytacji muszą być spełnione dwa warunki.
1. Samica musi być w fazie estrus cyklu rujowego, wtedy estrogeny pobudzają endometrium macicy i nabłonek jajowodu do wytwarzania specjalnej wydzieliny, który to umożliwi. Brak działania estrogenów - brak kapacytacji.
Dlatego miedzy innymi nie każdy stosunek płciowy prowadzi do ciąży.
2. Kapacytacja jest gatunkowo swoista, czyli w macicy koszatniczki nie dojdzie do kapacytacji plemników szczura czy szynszyli. Może wystąpić u gatunków blisko spokrewnionych np. koń-zebra, czy królik-zając.
Jeżeli wszystko przebiegnie prawidłowo, plemniki uzyskują zdolność ruchową i mogą połączyć się z komórkami jajowymi - dochodzi do zapłodnienia.

Rozwój zarodkowy ssaka podzielono na dwa okresy:
- okres zarodkowy - od zapłodnienia do organogenezy, czyli wytworzenia narządów
- okres płodowy - gdy po wyglądzie możemy nowy, rozwijający się organizm przyporządkować do danego gatunku (czyli wygląda jak zwierzak w miniaturce, a nie jest niezidentyfikowaną masą ), można też liczyć od chwili gdy na podstawie zewnętrznych cech płciowych możemy określić płeć nowo-powstałego organizmu.

Nie będę Was zanudzać podziałem komórek, tworzeniem się narządów pierwotnych i przekształcaniem się ich w narządy ostateczne. Chcę się skupić na błonach płodowych, bo to dość interesujące
Wraz z rozwojem zarodka powstają błony płodowe. Służą one dla ochrony płodu i pośredniczą w jego odżywianiu.

Do błon płodowych ssaków należą:
- pęcherzyk żółtkowy - pojawia się jako pierwszy w życiu zarodka. Jaja ssaków są skąpożółtkowe, dlatego pęcherzyk żółtkowy jest narządem szczątkowym. Główną jego funkcją jest dostarczenie zarodkowi pierwszych krwinek do krążenia płodowego. Przez bardzo krótki czas pełni funkcję odżywczą, później zanika.
- owodnia - jest błoną płodową położoną najbliżej rozwijającego się zarodka, między nią a zarodkiem występuje jama owodni wypełniona płynem - wodami płodowymi. Wody te amortyzują zarodek przed wstrząsem czy uciskiem, chronią przed urazami, biorą udział w przemianie materii i wydalaniu zarodka, ale przede wszystkim stwarzają wodne środowisko o stałym ciśnieniu, idealne dla rozwoju zarodka.
- kosmówka - jest błoną najbardziej zewnętrzną i kontaktuje się z endometrium macicy. Na jej powierzchni powstają wyniosłości zwane kosmkami kosmówki
- omocznia - wypełniają ją wody omoczniowe, w których gromadzone są produkty przemiany materii zarodka i oddawane są następnie do krwioobiegu matki i wydalane są przez jej nerki. U człowieka i gryzoni omocznia jest mała.
Sznur pępowinowy łączy zarodek z łożyskiem i powstaje równocześnie z błonami płodowymi.

 

Łożysko powstaje podczas implantacji, czyli w momencie zagnieżdżenia zarodka w endometrium macicy.
Żeby przejść dalej, muszę przedstawić jak zbudowana jest kosmówka i endometrium macicy.

Wyróżniamy 2 typy implantacji:
- powierzchniową - gdy nabłonek kosmówki (trofoblast) ściśle przylega do nabłonka endometrium macicy, ale nie niszczy go
- śródmiąższową - gdy nabłonek endometrium ulega zniszczeniu, trofoblast wraz z zarodkiem wchodzi do tkanki łącznej endometrium, która regenerując się - narasta nad nim

Podczas implantacji powierzchniowej dochodzi do powstania łożyska rzekomego. Takie łożyska mają np. konie, świnie i przeżuwacze. Podczas porodu kosmki kosmówki nieinwazyjnie wysuwają się z endometrium macicy, dzięki czemu poród jest bezkrwawy.
Natomiast przy implantacji śródmiąższowej dochodzi do powstania łożyska prawdziwego, inwazyjnego.
Błony płodowe u gryzoni (ale też u człowieka, psa czy kota) zrastają się z endometrium macicy - czyli błoną śluzową, wyścielającą jej wnętrze. Podczas porodu kosmówka odkleja się wraz z fragmentami endometrium macicy, dlatego poród jest krwawy.

Odżywianie zarodka w łożysku zachodzi przez dyfuzję substancji z krwi matki do krwi płodu. Krew się nie miesza, ale przenika. W różnych łożyskach błona międzykrwiowa oddzielająca obieg krwi matki od obiegu krwi zarodka jest różnie zbudowana, w zależności jak głęboko przepenetrowały kosmki kosmówki. Nazywamy ją barierą łożyskową. Bariera na początku może mieć wszystkie 6 warstw (schemat powyżej: budowa endometrium macicy i kosmówki), ale w zależności od gatunku, kosmki penetrują głębiej, przez co zanikają poszczególne warstwy.

U człowieka dochodzi do etapu IV, natomiast gryzonie, w tym koszatniczki osiągają poziom V!
Czyli błona międzykrwiową pozbawiona jest od strony matki nabłonka endometrium, tkanki łącznej oraz śródbłonka naczyń włosowatych, a od strony płodu zanika nabłonek kosmówki i tkanka mezenchymatyczna. Czyli śródbłonek naczyń krwionośnych włosowatych kosmówki styka się z wynaczynioną krwią naczyń włosowatych od strony matki.

Co to oznacza? No więc wyobraźmy sobie, że każda ta warstwa jest takim sitkiem. Przepuszczając krew przez "6 warstw sita" przenika do zarodka krew uboga w przeciwciała matczyne, dostają się tylko najdrobniejsze składniki krwi. Natomiast im mniej warstw tym więcej zarodek dostaje.
Skoro u koszatniczki warstwa jest najcieńsza z możliwych, to zarodek zanim wyjdzie na świat dostaje od matki wszystko co najlepsze, najważniejsze - krew jest bogata w przeciwciała matczyne. Czyli osierocone koszatniczki, świeżo po porodzie, bez kontaktu z mlekiem matki nie są skreślone na starcie. Mają całkiem bogaty pakiet odpornościowy, więc spokojnie jesteśmy w stanie odchować je na sztucznym pokarmie.
To powinno być dla nas motywacją w takich kryzysowych sytuacjach. Koszatniczki czy inne gryzonie nie potrzebują siary do przeżycia, odporność otrzymują w łonie matki



Autor tekstu: junoo
Posiłkowanie się wiedzą zawartą w książce "Embriologia" autor: Zofia Bielańska-Osuchowska

lek. wet. Justyna Frańczak